„Jedynie dzieci wiedzą, czego szukają” - Antoine de Saint-Exupéry
Wieczór na plaży
Wiersz inspirowany rysunkiem Skrzata z Zielonej Szkoły
Słonko zachodzi wieczorna porą -
Neptun swój trójząb odkłada w kąt.
Syrenie śpiewy do snu go kołyszą,
wiatr cichnie, a morze obmywa ląd.
Niebo się złoci i czerwienieje,
krzyk mew ustaje, rybitwy milkną,
nocka schowana za falochronem
w kąpieli tańczy z poświaty chwilką.
Małe muszelki z rybim zapachem
smak słonej bryzy w sobie skrywają;
skrzętnie zbierane dziecięcą dłonią
wspomnienie morza w mig przywołają.
© Katarzyna Georgiou
Świat dziwny, świat senny w marzenia zaklęty...
BLOG AUTORSKI KATARZYNY GEORGIOU
Zapraszam w świat kobiecej tajemnicy, gdzie serce rozpoczyna swój spacer wokół zewnętrza ciała... gdzie Wiatr mówi do Księżyca: "Zdmuchnę Cię!"
Welcome to my Imagination's World :)
Zapraszam w świat kobiecej tajemnicy, gdzie serce rozpoczyna swój spacer wokół zewnętrza ciała... gdzie Wiatr mówi do Księżyca: "Zdmuchnę Cię!"
Welcome to my Imagination's World :)
Strony
poniedziałek, 26 września 2011
piątek, 9 września 2011
Spotkanie z trzecioklasistami we wrocławskiej NBP nr 4 :) i wiersz do wyczarowanej pracy plastycznej
Domek Małpoludów na krzywej łapce…
Hej, popatrzcie ludzie mili
co ci chłopcy wymodzili !
Dom na krzywej łapce stoi
zachęcając do swawoli.
Kto tam będzie w nim wariował
skakał, krzyczał i harcował?
Pewnie małpoludy sprytne
lub cudaki wręcz ambitne!
Dom jest świetny, superowy,
bezschodowy, bezlinowy…
krzywa łapka śmiechem wabi,
zapraszając do zabawy.
Trzeba będzie potrenować
małpie skoki , wygibasy,
co na miarę będą sportu
z pierwszej linii ekstraklasy!
© Katarzyna Georgiou
Hej, popatrzcie ludzie mili
co ci chłopcy wymodzili !
Dom na krzywej łapce stoi
zachęcając do swawoli.
Kto tam będzie w nim wariował
skakał, krzyczał i harcował?
Pewnie małpoludy sprytne
lub cudaki wręcz ambitne!
Dom jest świetny, superowy,
bezschodowy, bezlinowy…
krzywa łapka śmiechem wabi,
zapraszając do zabawy.
Trzeba będzie potrenować
małpie skoki , wygibasy,
co na miarę będą sportu
z pierwszej linii ekstraklasy!
© Katarzyna Georgiou
niedziela, 4 września 2011
DOM - magiczne miejsce na Ziemi
DOM to takie magiczne miejsce na Ziemi…
Dobroć
Ostoja
Miłość
To takie miejsce do którego zawsze się wraca, choćby we wspomnieniach, lub dąży do stworzenia dla siebie i swoich bliskich, by po wielu życiowych wędrówkach, móc zakotwiczyć w porcie wytchnienia i spokoju.
„Mój dom tam gdzie serce moje”
A serce tam, gdzie dzieciństwa czar, gdzie zapach chleba i placka z kruszonką…
… gdzie smak pierwszej na wpół dojrzałej truskawki z babcinego ogródka,
i wspomnienie odrapanych kolan po wspinaczce na czubek starej czereśni.
… gdzie dotyk dłoni gładzącej dziecięcą główkę i chropawy głos kołyszący do snu:
„Jadą, jadą dzieci drogą, siostrzyczka i brat,
i nadziwić się nie mogą jaki piękny świat.
Tutaj wierzba rosochata, strzechą kryty dach,
bociek gniazdo w kole uwił, a w konopiach strach.”
Ten babciny ogród bardzo zapadł mi w pamięć, w szczególności zaś rabarbar rosnący w kępach wzdłuż płotu, z rozłożystymi liśćmi jak parasole na potężnych łodygach, które to obrane i maczane w cukrze, były największym przysmakiem.
Te rabarbarowe baldachimy służyły za kryjówkę ogrodowym skrzatom, co pospołu ze ślimakami były najczęściej spotykanymi mieszkańcami ogrodu. Słodko kwaśny smak zielonych łodyg z czerwonymi żyłkami nawet teraz powoduje wzmożoną pracę ślinianek, a obraz trzpiotki w krótkich spodenkach, z oblepioną słodem i umorusaną smugami ziemi buzią, przywołuje echem najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa.
Nie ma już tego ogrodu, starych drzew i grządek warzywnych, a babcine dobre oczy tylko z fotografii w rodzinnym albumie spoglądają na wnuki. Stary dom już tak unowocześniony, że poznać trudno, a ulica przy której stoi, na peryferiach miasta, nie do poznania… chyba tylko stary winogron rozrosły na jednej ze ścian domu pamięta tamten czas.
Lecz ten ogród i obraz starego domu w sercu noszę – stary stół z szufladą pod kuchennym oknem, na którym makaron się kroiło i suszyło, kaflową kuchnię z fajerkami, na których cieniutkie plasterki surowych, posolonych ziemniaków piekły się, nabierając smaku wręcz niebiańskiego. Nie wiem dlaczego, ale kamionkowa makutra z drewnianą pałką do dziś jest dla mnie symbolem kuchennym – może dlatego, że w niej kręciłam niedzielny sernik i ucierałam owoce czerwonej porzeczki z cukrem pudrem na galaretkę, którą w zimowe dni smarowało się pajdy chleba… Pachniało wówczas letnim słońcem i ogarniała błogość babcinej opieki. Szafki zaś kryły niesamowite skarby, z których najwspanialszym dla mnie była dwuczęściowa szklana kura – skrytka na landryny o malinowym smaku… na zydelek trzeba było się wspiąć, by tę kurę zdjąć ze środkowej półki kredensu.
DOM… magiczne słowo – klucz.
Klucz do serc, wspomnień i łączenia pokoleń.
Miejsce człowieka na Ziemi.
DOM.
© Katarzyna Georgiou
Dobroć
Ostoja
Miłość
To takie miejsce do którego zawsze się wraca, choćby we wspomnieniach, lub dąży do stworzenia dla siebie i swoich bliskich, by po wielu życiowych wędrówkach, móc zakotwiczyć w porcie wytchnienia i spokoju.
„Mój dom tam gdzie serce moje”
A serce tam, gdzie dzieciństwa czar, gdzie zapach chleba i placka z kruszonką…
… gdzie smak pierwszej na wpół dojrzałej truskawki z babcinego ogródka,
i wspomnienie odrapanych kolan po wspinaczce na czubek starej czereśni.
… gdzie dotyk dłoni gładzącej dziecięcą główkę i chropawy głos kołyszący do snu:
„Jadą, jadą dzieci drogą, siostrzyczka i brat,
i nadziwić się nie mogą jaki piękny świat.
Tutaj wierzba rosochata, strzechą kryty dach,
bociek gniazdo w kole uwił, a w konopiach strach.”
Ten babciny ogród bardzo zapadł mi w pamięć, w szczególności zaś rabarbar rosnący w kępach wzdłuż płotu, z rozłożystymi liśćmi jak parasole na potężnych łodygach, które to obrane i maczane w cukrze, były największym przysmakiem.
Te rabarbarowe baldachimy służyły za kryjówkę ogrodowym skrzatom, co pospołu ze ślimakami były najczęściej spotykanymi mieszkańcami ogrodu. Słodko kwaśny smak zielonych łodyg z czerwonymi żyłkami nawet teraz powoduje wzmożoną pracę ślinianek, a obraz trzpiotki w krótkich spodenkach, z oblepioną słodem i umorusaną smugami ziemi buzią, przywołuje echem najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa.
Nie ma już tego ogrodu, starych drzew i grządek warzywnych, a babcine dobre oczy tylko z fotografii w rodzinnym albumie spoglądają na wnuki. Stary dom już tak unowocześniony, że poznać trudno, a ulica przy której stoi, na peryferiach miasta, nie do poznania… chyba tylko stary winogron rozrosły na jednej ze ścian domu pamięta tamten czas.
Lecz ten ogród i obraz starego domu w sercu noszę – stary stół z szufladą pod kuchennym oknem, na którym makaron się kroiło i suszyło, kaflową kuchnię z fajerkami, na których cieniutkie plasterki surowych, posolonych ziemniaków piekły się, nabierając smaku wręcz niebiańskiego. Nie wiem dlaczego, ale kamionkowa makutra z drewnianą pałką do dziś jest dla mnie symbolem kuchennym – może dlatego, że w niej kręciłam niedzielny sernik i ucierałam owoce czerwonej porzeczki z cukrem pudrem na galaretkę, którą w zimowe dni smarowało się pajdy chleba… Pachniało wówczas letnim słońcem i ogarniała błogość babcinej opieki. Szafki zaś kryły niesamowite skarby, z których najwspanialszym dla mnie była dwuczęściowa szklana kura – skrytka na landryny o malinowym smaku… na zydelek trzeba było się wspiąć, by tę kurę zdjąć ze środkowej półki kredensu.
DOM… magiczne słowo – klucz.
Klucz do serc, wspomnień i łączenia pokoleń.
Miejsce człowieka na Ziemi.
DOM.
© Katarzyna Georgiou
wtorek, 16 sierpnia 2011
sobota, 6 sierpnia 2011
"Pirackie Krążowniki" i "Z fontanny marzeń i studni życzeń" - z lipcowych spotkań w bibliotece wrocławskiej...
Z fontanny marzeń i studni życzeń…
Fontanna marzeń po lewej, a studnia życzeń po prawej :)
Obie rzeźby wykonane z drewna i malowane pastelami olejnymi przez dzieci uczestniczące w warsztacie plastycznym, w czasie spotkania autorskiego w bibliotece wrocławskiej, gdzie prezentowałam wiersze z tomiku „Dziecięcy Świat”. Obie prace były inspiracja do powstania tego wiersza.
Tak to już bywa w świecie dziecięcym,
że koncert życzeń rodziców męczy.
Jednakże rodzic rzadko odmówi
marzeń z bezdennej bajkowej studni.
Popatrzcie sami na ten obrazek
fontanny marzeń z parku bliskiego –
przy klombach kwiatów, w zielonej trawie
jest w niej magiczność dnia wspaniałego.
Niejeden maluch grosik zarzuci
przez ramię lewe – plum w wodę mętną,
życząc po cichu by promyk słońca
w cukrową watę zmienił się lepką.
Grosik wiruje i jak spod ziemi
łakoci stragan wyrasta zaraz.
Popcorn, lizaki, lukrecja, krówki -
co dusza pragnie – jest wszystko naraz.
Rodzic się tylko za portfel łapie,
w oczy pociechy swej szybko zerka…
No, nie ma rady na studnię życzeń -
banknotem płaci za ciu- cukierka.
Mam jedną radę na tę paradę
dziecięcych marzeń i życzeń wszelkich:
zmień się w magika, co w swych kieszeniach
jak nie ma drobnych - nosi cukierki.
© Katrzyna Georgiou
Pirackie Krążowniki
Pirackie okręty żeglują po morzu,
na masztach trójkątnych flagi powiewają.
Połowa załogi szanty śpiewne nuci,
gdy inni kamraci na kojach ziewają.
Aż nagle huknęło i świstem zawyło,
okręty na burtę mocno przechyliło.
Burza rozszalała, fale jak olbrzymy
brać piracką migiem na nogi stawiły!
Ciężko się chłopaki z żywiołem zmagali,
lecz dwóch statków swoich falom nie poddali.
Zwrotne one były, mocne, wytrzymałe
niejeden szkwał przeszły ku pirackiej chwale!
Tak te Wilki Morskie w swą flotę wierzyły,
aż w kosmos popłynąć sobie umyśliły.
A jak? Ano tak…
- nową technologię w zamysł wdrażając,
w super krążowniki swe łajby zmieniając!
© Katarzyna Georgiou
Sierpień, 2011
Serce na deskorolce... z czerwcowego spotkania autorskiego z dziećmi w bibliotece
Serce na deskorolce
Piękne i kolorowe,
jak motyl barwny, wesoły
serce na deskorolce
mknie przez świat bajdurkowy.
Prawą nogą odpycha
troski, smutki codzienne,
wiatr zaś w żagiel mu dmucha
śmiechem w radość zamiennie.
Świat dziecka jest jak bajka
i cytrynowe dropsy…
Wszystko się zdarzyć może -
nawet miętowe klopsy!
Niech więc wielce nie dziwi
na deskorolce serce –
rozum za sobą ciągnie
i to na jednej szelce!
© Katarzyna Georgiou
czwartek, 14 lipca 2011
Ghost Dance... Taniec Ducha...
"Jeśli dotkniesz Ziemi, będzie ci łatwiej nauczyć się ją szanować" (Paul Morin, ilustrator książki Alice McLarren "The Ghost Dance")
Kochani, książka Alice McLarren "The Ghost Dance", czekała w mojej bibliotece na przetłumaczenie... dziś nadszedł ten czas, inspirowany wydarzeniami, w których wzięłam udział i pod wpływem których nadal będę czynnie współpracować na płaszczyźnie duchowej i energetycznej z ludźmi podobnie czującymi. Ceremonia Ognia Majów na Ślęży w dniu 12 lipca 2011 miała na celu przesłanie miłości i pokoju Matce Ziemi i Dzieciom Ziemi - nam, ludziom, którym nie jest obojętny dalszy los planety i jej wszystkich mieszkańców - tych w pionie jak i tych skrzydlatych, czworonożnych i pełzających. Czerpanie z mądrości przodków (ancestors), sięgnięcie do pokładów duchowych i głębin serca jest konieczne, by przetrwać zmiany, jakie niebawem nastąpią, gdyż są nieuniknione... zmienia się paradygmat świata... czas się przygotować...
Indiański Ruch Tańca Ducha został stworzony dawno, w roku 1870, pod wpływem wizji duchowych liderów plemienia Paiute, łączący dwie trzecie różnych plemion Ameryki Północnej w swoim nurcie... Indianie zaczęli spostrzegać jak bardzo negatywny wpływ na ich kulturę i ziemię ma rozprzestrzeniająca się rabunkowa gospodarka białych osadników. Mieli nadzieję, że połączenie się w pokojowym tańcu pozwoli im na odzyskanie wszystkiego, co stracili. Niestety ich taniec został odczytany jako taniec wojenny i krwawo stłumiony.
"W dzisiejszym, współczesnym świecie, to odczucie ogólnoświatowego rozpadu i zniszczeń ekologicznych zaczęło niepokoić wiele narodów i mocno dotykać tak dzieci jak i dorosłych swoimi skutkami - chorobami, głodem, znieczulicą społeczną, chemicznymi zanieczyszczeniami powodującymi reakcje przyczynowo-skutkowe, wymieraniem wielu gatunków roślin i zwierząt i ogólnym zachwianiem równowagi ziemskiego ekosystemu. Bardziej niż kiedykolwiek, marzymy o wartościach, o jakich od dawna mówi wizja The Ghost Dance: zaangażowanie we własną niezależność i nieagresję, czynne zainteresowanie się problemami społecznymi, zdrowotnymi i środowiskowymi, i łączenie się z podobnie myślącymi i czującymi ludźmi ponad barierami granic państwowych i kulturowych. Stuletnia wizja Paiute People jest przepowiednią, która w dalszym ciągu oferuje uzdrowienie. To nie jest wizja, która odniosła klęskę, to wizja, którą przyjdzie nam realizować..." (Alice McLarren)
Ludzie żyli wówczas w słońcu. Strumienie były krystalicznie czyste, wiatr roznosił słodycz preriowych traw, a bizonów było wiele...
Kiedy Biały Człowiek wkroczył, cieniem pokryła się przestrzeń. Jednakże z nimi przyszły szybkie konie, broń palna miotająca kule szybciej niż łuk strzały. Takie rzeczy z pewnością powinny być dobre - bizonów wciąż było wiele...
O, dni naszych przodków! I te kosze wypełnione cedrowymi orzeszkami, ryby wyskakujące z krystalicznej wody, stada bizonów i jeleni!
Duchy teraz, wszystko to duchy.
Prorok Tavibo, Tavibo otrzymujący wizje - Tavibo wyśnił sen. Tańczcie! Tak mówił sen. Tańczcie, by przywrócić te wszystkie duchy ponownie do życia. Tańczcie, a biały człowiek zniknie, tylko ich konie i dobra pozostaną. Tańczcie, a ryby znów wypełnią strumienie, i bizony powrócą. Tańczcie...
Od plemienia do plemienia sen jak ogień się rozprzestrzeniał. Ludzie śpiewali pieśń wizji, i tańczyli. Tańczyli taniec życia przodków! Tańczyli dla przyszłości dzieci! Biały człowiek usłyszał, i zaczął się lękać...
Pieśń była potężna...ale kule śpiewały głośniej. Magia zgasła. Ale i tak to nie był koniec...
Pewnego dnia, gdy słońce umarło na niebie, w tej ciemności narodziła się znowu nadzieja. Wovoka, syn Tavibo, miał wizję: świat utracony ciągle czeka, tęskniąc do powrotu. I jeśli ludzie będą kroczyć w pokoju życiowymi ścieżkami - nie krzywdząc nikogo, głosząc tylko prawdę- wówczas wszyscy będą mogli tańczyć Ghost Dance bez lęku, i spowodować, by zranionej ziemi zabliźniła się poszarpana skóra, bizony i jelenie powróciły i wszystko było wreszcie dobrze.
Więc ponownie zaczęto tańczyć. Ludzie ubrali się w magię, uchwycili się marzenia, i tańczyli...
Po raz wtóry jednak magia upadła, i wielu odeszło do Krainy Ducha...
Lecz wizja nadal żyje. Woła do każdego narodu, by podjąć taniec. Woła każdy głos, by śpiewał. Bo na tej Ziemi wszyscy jesteśmy równymi sobie ludźmi, wszyscy.
Jeśli wszyscy podchwycimy tę wizję, magia urośnie w siłę - będzie tak potężna, by przywrócić z powrotem to, co najbardziej kochamy, a z nowości zatrzymamy tylko to co dobre, splatając stare i nowe w harmonii.
Tavibo, Wovoka, nauczcie nas tańczyć! Czas wreszcie nadszedł.
Bo Ziemia jest umęczona
i jeszcze bardziej stłamszona.
Strumienie są ściekami
a ptaków niewiele już śpiewa...
Może jeśli wszyscy zapragniemy.
Może jeśli wszyscy zaśpiewamy.
Może jeśli wszyscy zatańczymy."
Spotkanie w Nalandzie, we Wrocławiu, z przedstawicielami Starszyzny "Grandmothers Circle The Earth Foundation"
Tłumaczenie z języka angielskiego - Skalny Kwiat
Kochani, książka Alice McLarren "The Ghost Dance", czekała w mojej bibliotece na przetłumaczenie... dziś nadszedł ten czas, inspirowany wydarzeniami, w których wzięłam udział i pod wpływem których nadal będę czynnie współpracować na płaszczyźnie duchowej i energetycznej z ludźmi podobnie czującymi. Ceremonia Ognia Majów na Ślęży w dniu 12 lipca 2011 miała na celu przesłanie miłości i pokoju Matce Ziemi i Dzieciom Ziemi - nam, ludziom, którym nie jest obojętny dalszy los planety i jej wszystkich mieszkańców - tych w pionie jak i tych skrzydlatych, czworonożnych i pełzających. Czerpanie z mądrości przodków (ancestors), sięgnięcie do pokładów duchowych i głębin serca jest konieczne, by przetrwać zmiany, jakie niebawem nastąpią, gdyż są nieuniknione... zmienia się paradygmat świata... czas się przygotować...
Indiański Ruch Tańca Ducha został stworzony dawno, w roku 1870, pod wpływem wizji duchowych liderów plemienia Paiute, łączący dwie trzecie różnych plemion Ameryki Północnej w swoim nurcie... Indianie zaczęli spostrzegać jak bardzo negatywny wpływ na ich kulturę i ziemię ma rozprzestrzeniająca się rabunkowa gospodarka białych osadników. Mieli nadzieję, że połączenie się w pokojowym tańcu pozwoli im na odzyskanie wszystkiego, co stracili. Niestety ich taniec został odczytany jako taniec wojenny i krwawo stłumiony.
"W dzisiejszym, współczesnym świecie, to odczucie ogólnoświatowego rozpadu i zniszczeń ekologicznych zaczęło niepokoić wiele narodów i mocno dotykać tak dzieci jak i dorosłych swoimi skutkami - chorobami, głodem, znieczulicą społeczną, chemicznymi zanieczyszczeniami powodującymi reakcje przyczynowo-skutkowe, wymieraniem wielu gatunków roślin i zwierząt i ogólnym zachwianiem równowagi ziemskiego ekosystemu. Bardziej niż kiedykolwiek, marzymy o wartościach, o jakich od dawna mówi wizja The Ghost Dance: zaangażowanie we własną niezależność i nieagresję, czynne zainteresowanie się problemami społecznymi, zdrowotnymi i środowiskowymi, i łączenie się z podobnie myślącymi i czującymi ludźmi ponad barierami granic państwowych i kulturowych. Stuletnia wizja Paiute People jest przepowiednią, która w dalszym ciągu oferuje uzdrowienie. To nie jest wizja, która odniosła klęskę, to wizja, którą przyjdzie nam realizować..." (Alice McLarren)
Ludzie żyli wówczas w słońcu. Strumienie były krystalicznie czyste, wiatr roznosił słodycz preriowych traw, a bizonów było wiele...
Kiedy Biały Człowiek wkroczył, cieniem pokryła się przestrzeń. Jednakże z nimi przyszły szybkie konie, broń palna miotająca kule szybciej niż łuk strzały. Takie rzeczy z pewnością powinny być dobre - bizonów wciąż było wiele...
O, dni naszych przodków! I te kosze wypełnione cedrowymi orzeszkami, ryby wyskakujące z krystalicznej wody, stada bizonów i jeleni!
Duchy teraz, wszystko to duchy.
Prorok Tavibo, Tavibo otrzymujący wizje - Tavibo wyśnił sen. Tańczcie! Tak mówił sen. Tańczcie, by przywrócić te wszystkie duchy ponownie do życia. Tańczcie, a biały człowiek zniknie, tylko ich konie i dobra pozostaną. Tańczcie, a ryby znów wypełnią strumienie, i bizony powrócą. Tańczcie...
Od plemienia do plemienia sen jak ogień się rozprzestrzeniał. Ludzie śpiewali pieśń wizji, i tańczyli. Tańczyli taniec życia przodków! Tańczyli dla przyszłości dzieci! Biały człowiek usłyszał, i zaczął się lękać...
Pieśń była potężna...ale kule śpiewały głośniej. Magia zgasła. Ale i tak to nie był koniec...
Pewnego dnia, gdy słońce umarło na niebie, w tej ciemności narodziła się znowu nadzieja. Wovoka, syn Tavibo, miał wizję: świat utracony ciągle czeka, tęskniąc do powrotu. I jeśli ludzie będą kroczyć w pokoju życiowymi ścieżkami - nie krzywdząc nikogo, głosząc tylko prawdę- wówczas wszyscy będą mogli tańczyć Ghost Dance bez lęku, i spowodować, by zranionej ziemi zabliźniła się poszarpana skóra, bizony i jelenie powróciły i wszystko było wreszcie dobrze.
Więc ponownie zaczęto tańczyć. Ludzie ubrali się w magię, uchwycili się marzenia, i tańczyli...
Po raz wtóry jednak magia upadła, i wielu odeszło do Krainy Ducha...
Lecz wizja nadal żyje. Woła do każdego narodu, by podjąć taniec. Woła każdy głos, by śpiewał. Bo na tej Ziemi wszyscy jesteśmy równymi sobie ludźmi, wszyscy.
Jeśli wszyscy podchwycimy tę wizję, magia urośnie w siłę - będzie tak potężna, by przywrócić z powrotem to, co najbardziej kochamy, a z nowości zatrzymamy tylko to co dobre, splatając stare i nowe w harmonii.
Tavibo, Wovoka, nauczcie nas tańczyć! Czas wreszcie nadszedł.
Bo Ziemia jest umęczona
i jeszcze bardziej stłamszona.
Strumienie są ściekami
a ptaków niewiele już śpiewa...
Może jeśli wszyscy zapragniemy.
Może jeśli wszyscy zaśpiewamy.
Może jeśli wszyscy zatańczymy."
Spotkanie w Nalandzie, we Wrocławiu, z przedstawicielami Starszyzny "Grandmothers Circle The Earth Foundation"
Tłumaczenie z języka angielskiego - Skalny Kwiat
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















